Ile jest warta Twoja spółka? Trzy rzeczy, które obniżają wycenę i utrudniają finansowanie

Czas czytania: 6 minut

Ile jest warta Twoja spółka? Trzy rzeczy, które obniżają wycenę i utrudniają finansowanie

Prowadzisz spółkę od lat i wiesz o niej wszystko. Problem w tym, że bank, inwestor i urząd skarbowy nie pytają Ciebie. Patrzą w księgi. I bywa, że widzą tam firmę, której nie da się sfinansować ani dobrze sprzedać, choć realnie zarabia.

Wartość przedsiębiorstwa to w praktyce cena, jaką ktoś jest gotów zapłacić za to, że firma będzie zarabiać bez Ciebie. Powtarzalnie, przewidywalnie, z roku na rok. Wycenę robi się na danych: bilansie, rachunku zysków i strat, strukturze zobowiązań. Jeśli te dane pokazują coś innego niż rzeczywistość, kupujący i bank nie uśredniają. Przyjmują wariant bezpieczniejszy dla siebie, czyli gorszy dla Ciebie.

Poniżej trzy pozycje, które ten obraz psują najczęściej. Każdą widać w sprawozdaniu na pierwszy rzut oka i każdą da się uporządkować. Pod jednym warunkiem: odpowiednio wcześnie.

1. Pracujesz w spółce na trzy etaty? Właśnie obniżyłeś jej cenę

Prezes, najlepszy handlowiec i główny specjalista w jednej osobie. W małych i średnich spółkach to norma, a często i powód do dumy: firma działa, bo ja ją ciągnę.

Kupujący słyszy to samo zdanie inaczej: firma działa, dopóki on ją ciągnie. A kupuje przyszłe zyski, nie Twoją historię. Jeśli sprzedaż wisi na Twoich relacjach, wiedza o produkcie siedzi w Twojej głowie, a każda decyzja przechodzi przez Twoje biurko, to do spółki musiałby dokupić Ciebie. Ciebie w pakiecie nie ma. Więc tnie cenę, rozkłada płatność na lata i uzależnia jej część od tego, czy zostaniesz na okres przejściowy. Z planu „sprzedaję i odpoczywam” robi się „sprzedałem taniej i dalej pracuję, tylko już nie u siebie”.

Jest i drugi efekt, czysto liczbowy. Skoro robisz pracę trzech osób, a w kosztach spółki nie ma za nią rynkowego wynagrodzenia, wynik finansowy jest zawyżony. Kupujący to skoryguje: doliczy koszt ludzi, którzy przejmą Twoje obowiązki, i dopiero od tak poprawionego zysku policzy wartość.

2. Miliony „w kasie”, których nikt nigdy nie policzył

W bilansie niejednej spółki pozycja „środki pieniężne w kasie” rośnie z roku na rok, aż osiąga poziomy, przy których zwykła szuflada dawno przestałaby się domykać. Skąd się bierze? Z lat wypłacania pieniędzy bez podstawy prawnej i bez dokumentów. Księgowość nie ma czym zamknąć takich operacji, więc zostawia je na koncie kasy. Na papierze gotówka jest. Fizycznie nie widział jej nikt.

Przepisy są tu bezlitosne: aktywa pieniężne inwentaryzuje się co roku, spisem z natury, na ostatni dzień roku obrotowego. Spis z natury znaczy dokładnie to, co sugeruje nazwa. Ktoś siada i liczy banknoty. W spółce badanej przez biegłego rewidenta ten moment przychodzi sam, bo biegły zechce przy liczeniu być albo przynajmniej zobaczyć dokumentację. W spółce niebadanej problem potrafi rosnąć latami, aż upomni się o niego ktoś z zewnątrz.

A upomni się na pewno. Dla banku saldo kasy liczone w milionach w spółce, która obraca przelewami, to pierwsza kwestia, którą poruszy analityk. Dla kupującego to sygnał, że reszcie bilansu też trzeba przyjrzeć się nieufnie. Dla urzędu to trop prowadzący wprost do rozliczeń ze wspólnikiem. Niewyjaśnione saldo prędzej czy później trzeba będzie nazwać po imieniu, a żadna z dostępnych nazw nie jest przyjemna: niedobór, wypłata do opodatkowania, roszczenie spółki wobec osoby, która pieniądze pobrała. Im później to nastąpi, tym mniejsze masz pole manewru.

3. Leasing: w kosztach operacyjny, w bilansie finansowy

Przy leasingu maszyn, pojazdów czy sprzętu większość przedsiębiorców zadaje jedno pytanie: który wariant da niższy podatek. Odpowiedź zwykle brzmi: operacyjny, bo raty idą w koszty na bieżąco. I na tym rozmowa się kończy.

A powinna się dopiero zaczynać. Podatki i rachunkowość to dwa osobne porządki i ta sama umowa może być leasingiem operacyjnym dla urzędu skarbowego, a finansowym dla bilansu. Mniejsze jednostki, których sprawozdania nie podlegają badaniu, mogą sobie ten rozdział darować i ująć wszystko po podatkowemu: raty w koszty, majątku w aktywach brak. Wygodnie. Tyle że w bilansie takiej spółki nie widać niczego, na czym ona naprawdę pracuje. Hala pełna maszyn, a w aktywach pustka.

Można inaczej, bo uproszczenie jest prawem, a nie obowiązkiem. Nic nie stoi na przeszkodzie, żeby podatkowo rozliczać leasing jako operacyjny, z ratami w kosztach i niższym podatkiem, a bilansowo ująć go jako finansowy: środek trwały w aktywach, obok zobowiązanie, w rachunku wyników amortyzacja i odsetki. Księgowość będzie miała więcej pracy, bo poprowadzi dwie ewidencje zamiast jednej. W zamian spółka zacznie wyglądać w sprawozdaniu jak firma z majątkiem.

Docenią to dokładnie ci, na których Ci zależy. Analityk bankowy, bo suma bilansowa i struktura aktywów wreszcie odpowiadają skali biznesu. Inwestor, bo spółkę z parkiem maszynowym w aktywach wycenia się inaczej niż spółkę, po której zostały same koszty w rachunku wyników. Bywa, że to najtańsza poprawa wskaźników, jaką firma ma w zasięgu.

Urząd widzi to wszystko coraz szybciej

Księgi przez lata były wewnętrzną sprawą firmy; urząd zaglądał do nich na wezwanie. Właśnie się to kończy. Od lutego 2026 r. faktury największych podatników, a od kwietnia pozostałych, przechodzą przez KSeF, czyli państwowy system, w którym administracja widzi sprzedaż na bieżąco. Równolegle wchodzi JPK_CIT (dokładnie: JPK_KR_PD do ksiąg i JPK_ST_KR do środków trwałych): najwięksi wysyłają księgi rachunkowe za 2025 r. do końca lipca 2026 r., a typowa spółka z o.o. rozliczająca VAT miesięcznie obejmowana jest raportowaniem za rok 2026, z pierwszym plikiem w 2027 r., razem z zeznaniem.

Dane, które kiedyś trzeba było dostarczać na żądanie, płyną więc do urzędu same, w ustandaryzowanej strukturze, gotowej do maszynowej analizy. Typowanie do kontroli opiera się na analizie ryzyka, a nierealne saldo kasy czy wynik nieprzystający do skali działalności to anomalie, które algorytm wychwytuje najłatwiej. Kiedyś na uporządkowanie ksiąg był czas do pierwszego wezwania. Dziś urząd zaczyna lekturę, zanim zdążysz się zorientować, że jest czytelnikiem.

Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o tym, co wie o Tobie Urząd Skarbowy, zapraszam tutaj.

Co możesz zrobić już dziś

  • Przeczytaj własny bilans oczami obcego. Weź ostatnie sprawozdanie i znajdź pozycje, które musiałbyś tłumaczyć na spotkaniu z bankiem: saldo kasy, rozrachunki ze wspólnikami, zobowiązania bez jasnego pochodzenia. Od nich zacznie każdy, kto ma dać firmie pieniądze.
  • Policz koszt zastąpienia siebie. Ustal, ile kosztowałoby zatrudnienie ludzi przejmujących Twoje obowiązki, i odejmij tę kwotę od rocznego zysku. Na tak urealnionym wyniku kupujący oprze wycenę.
  • Sprawdź, kiedy ostatnio policzono kasę. Jeśli saldo w księgach nie ma pokrycia w gotówce, wyjaśnianie rozbieżności zacznij teraz, z księgowością i doradcą, zanim temat otworzy ktoś z zewnątrz.
  • Określ horyzont. Kredyt, inwestor albo sprzedaż w perspektywie 2–3 lat oznacza, że decyzje o leasingu, majątku i sposobie ich ujęcia w księgach podejmujesz już dziś, pod ten cel. Bilansu nie da się przemeblować w miesiąc przed złożeniem wniosku.

Dla dociekliwych: podstawy prawne

  • Inwentaryzacja aktywów pieniężnych (spis z natury na ostatni dzień roku obrotowego): art. 26 ust. 1 pkt 1 ustawy o rachunkowości.
  • Warunki uznania umowy za leasing finansowy bilansowo: art. 3 ust. 4 ustawy o rachunkowości.
  • Uproszczenie (prawo, nie obowiązek) kwalifikowania umów leasingu według zasad podatkowych dla jednostek niepodlegających obowiązkowemu badaniu: art. 3 ust. 6 ustawy o rachunkowości.
  • Leasing w ujęciu podatkowym: art. 17a–17l ustawy o CIT.
  • Obowiązek prowadzenia ksiąg przy użyciu programów komputerowych i ich przesyłania (JPK_CIT): art. 9 ust. 1c ustawy o CIT.

Katarzyna Puszko
doradca podatkowy nr wpisu 14524

Informacje zamieszczone w niniejszym artykule mają charakter ogólnoinformacyjny i nie stanowią porady podatkowej w rozumieniu ustawy o doradztwie podatkowym ani oferty w rozumieniu przepisów Kodeksu Cywilnego. Ocena konkretnej sytuacji wymaga indywidualnej analizy faktów i dokumentacji.